fot. Paweł
t-shirt: reserved, spodnie: zara, buty: tommy hilfiger via paradopary.pl
Na przystanku stoi ona. Na oko 25 lat, twarz przeciętna, ale przyjemna, ubiór predysponujący do roli biurwy, ale raczej w stylu Renaty z Na wspólnej, niż seksownej Rachel z Suits. Na ramieniu trochę zbyt duża i ciężka torba, po brzegi wypełniona książkami z biblioteki. I tak stoimy. Stoję ja, stoi ona, stoją oni. I stoimy.
W końcu nadjeżdża tramwaj. Wysypują się z niego ludzie, biegną przed siebie potrącając po drodze innych. Nagle – widzę to po jej błysku w oczach – wychodzi on. I wtem ona rzuca mu się na szyję, gubiąc przy tym torebkę. Wskakuje na niego, oplatając mu biodra swoimi nogami. I zaczynają się szalenie i nierozważnie całować. Jak najgorętsza para kochanków w mieście.
No kto by się spodziewał? Na pewno nie ja. Z przykrością stwierdziłam, że w ciągu tych kilku minut w myślach wyobraziłam sobie jej nudne, poukładane i przewidywalne życie. Nieświadomie wsadziłam ją w stereotypowe ramy, oceniając na podstawie wyglądu i ubioru. A ile osób na co dzień lustruje tak mnie, śledząc w myślach moje wyimaginowane, możliwe życie. Ilu z nich się zastanawia kim jestem, co robię. Ilu z nich się myli, ilu ocenia właściwie?
Nie wierzcie w mit o tym, że nie oceniamy ludzi po wyglądzie. Mało tego oceniamy ich po tym, co kupują w sklepie, jakie książki/gazety czytają, jakim autem jeżdżą, jak ubierają siebie i swoje dzieci. Przyznajcie, nie raz zdarzyło Wam się wyobrazić człowieka, który siedzi po drugiej stronie chujowego grania na czekanie, ocenić status materialny osoby wyciągającej za Wami zakupy na taśmę. Kim do cholery jesteśmy, żeby rościć sobie prawo do oceniania innych? Nawet jeśli wiodą najnudniejszy żywot na tym padole i piją wino z dolnej półki, mogą przecież uważać, że ich życie jest najlepsze na świecie.
I niech tak pozostanie.
PS Polubiłam się z czerwoną szminką. Nakładam ją na usta i nikt już nie jest lepszy ode mnie.
PS 2 Lektura dodatkowa „Jesteś tym, co kupujesz”, tekst Andrzeja z bloga Jest Kultura, który był poniekąd inspiracją do napisania tej notki.
PS 3 Ostatnio wpadam w jakiś moralizatorski ton. Och, dopadła mnie chyba ta tzw. dojrzałość, ale spokojnie stać mnie jeszcze na szaleństwa. Kiedy mam ochotę zrobić coś zwariowanego, jeszcze nie pytam samej siebie „Venilo, a bierzesz ty jakieś leki?”, więc jest dobrze. Chyba dobrze.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)